niedziela, 27 października 2013

miłość niejedno ma imię:)

Gdy prowadziłam sklep i z przyjemnością (wątpliwą) zasiadałam za ladą (no dobra, biurko to było, żadna lada), miałam okazję spotkać pana, który to, po miesiącu codziennego przetrzebiania wieszaków, wyznał mi miłość. I nieważne było, że brzuszek ciążowy ledwo bluzka skrywała. Ani to, że kolejne dzieci w domu na pracującą matkę czekały. Pan od rajstop (zaraz dojdziemy czemu tak) wielbił mnie miłością wielką. Miłością, dla której nic ani nikt przeszkodą nie był (nawet ojciec dzieci moich).
Był to człowiek w średnim wieku. Włos nieco siwizna przypruszyła, ale oko nadal bałamutne i świdrujące. Przychodził do mnie codziennie. Przez miesiąc czasu dzień w dzień. Gmerał niby między wieszakami a okiem zarzucał za biureczko. W mojej ocenie był to człowiek lekko wycofany (niezłe lekko, spotykałam takich, co to po minucie seks proponowali) i bojaźliwy. Zawsze gładko przyczesany, w spodniach na kancik, pachnący wodą kolońską, od której notabene mdłości dostawałam. Nie wiem czy w jakiś sposób pana owego zachęciłam, ale gdzieś po miesiącu codziennej wymiany sklepowej uprzejmości, nastąpił przełom kontaktów naszych.
Pamiętam jak dziś. To był poniedziałek. Około południa otworzyły się drzwi sklepu i nim zobaczyłam otwierającego, z impetem wdarł się do środka zapach wody kolońskiej. Za nim wparował właściciel, który trzęsącymi się rękoma rzucił mi pakunek na biurko i znikł tak szybko, jak długo zapach wody kolońskiej po nim pozostał. Patrzyłam na pakunek obwiązany złotą tasiemką i sama nie wiedziałam co z nim zrobić.
Nie zwykłam przyjmować upominków od obcych bądź co bądź facetów, bo malutka nie jestem i wiem, że za cukierek zapłacić należy. A ja do płacenia w tym temacie nie bardzo. Nawet bardzo nie bardzo.
No, ale....
Gość się zmył, otwieram...
w środku dezodorant i coś tam w kulce z kioskowego kompletu. Ale to nie wszystko!
w celofanie-rajstopy! beżowe!! z połyskiem!!! (dobrze, że nie z klinem), a na rajstopach (opakowaniu ściślej rzecz ujmując) naklejona kartka ze starannie wypisanymi, trzęsącą się ręką zapewne-słowami:
(pisownia oryginalna)

Jesteś piękną panią. Taką piękną jak róża. Jesteś blondynką wymarzoną, zostań dziewczyną moją, czyli  żoną. Jesteś bardzo mądra i dobra. Jesteś jak pani z telewizji, bo się uśmiechasz a Twoje oczy się świecą. Chciałbym się z Tobą ożenić. Będę szczęśliwy jak odpowiesz "tak".Nie mów"nie". Co będziesz chciała, to będę robił. Ten prezent jest dla Ciebie, ode mnie, znaczy od Henia. Kupię Ci jeszcze inne, jakie tylko zechcesz. Wiem, że masz męża ale nie szkodzi. 
Nazywam się ( tu podaje imię i nazwisko)  i mieszkam (a tu kompletny adres).
Jak chcesz się spotkać ze mną, dzwoń (i tu numer tel).....i proś Henryka!



...jakby któraś do mnie przyjechała i mnie nie zastała, znaczy....zdecydowałam się.



marta





35 komentarzy:

  1. buhahahahhaa :DDDD piękna to miłość!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja się autentycznie wzruszyłam!
      Chlip smark!

      Usuń
    2. I zazdrościć!mnie tak nikt nie podrywa :PP

      Usuń
    3. Chociaż... pan jeden powiedział, że ja się ładnie uśmiecham xd

      Usuń
    4. Mi to mówią zazwyczaj wujkowie, albo znajomi rodziców;pp

      Usuń
    5. dziewczyny chętnie Wam to powodzenie odstąpię:))) takie okazy, ach! takie okazy!:P

      Usuń
  3. Ale to słodkie, okropnie słodkie jest :) Aż mi żal tego Pana, bo widać, ze strasznie ciężki krok był to dla niego. I tak naprawdę to wcale mi do śmiechu nie jest bo Pan teraz pewnie z tęsknoty za Tobą umiera ;) Powinni Ci z telewizora nakręcić odcinek jakiegoś "dlaczego ja" na podstawie tego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj znów się przelogować zapomniałam, jakby coś to Marta mama Nikusia pisała ;)

      Usuń
    2. szkoda, że go nie widziałaś:P może tak źle nie jest i następna piękna róża mu zakwitła:)
      o tak, do "dlaczego ja?" jak znalazł:P

      Usuń
  4. Hahaha :D Co za historia! :D "Wiem, że masz męża ale nie szkodzi" - padłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jest, nie szkodzi-będziemy udawać, że go nie widzimy:P

      Usuń
  5. Nic tylko pozazdrościć Ci powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze miałam powodzenie u "oryginalnych" osobników:P

      Usuń
  6. Oj, to Karol pewnie musi dbać o bieżące zapasy rajstop, żebyś się nie rozmyśliła i nie skusiła prezentami Henia :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahah prosić Henryka,czyli stawiam że sam nie mieszkal:D teściowa dostałabyś gratis:ppp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, to najbardziej mnie rozwaliło-wiedziałam, że Ty odczytasz to podobnie:P:P:P

      Usuń
  8. Zamiast "(...)rzucił mi pakunek na biurko" przeczytałam "(...)rzucił mi pierścionek na biurko" a potem się zastanawiałam co to za wynalazek ten dezodorant w pierścionku :D
    Zbyt późna to pora na czytanie, oj zbyt późna... Wszak zegar biologiczny zdążył już wybić północ, a o tej porze to już mózg się człowiekowi nieco lasuje :D

    OdpowiedzUsuń
  9. I mimo tych rajstop zostałaś z Karolem? :D :D
    jak mogłaś :P :P :P

    Muszę o to zapytać: a rozmiar chociaż dobry? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama się sobie dziwię:P
      hahahaha czekałam na to pytanie-DOBRY! :-O

      Usuń
  10. hahaa:) Dobre... Co będziesz chciała to będę robił ... i te rajstopki romantyk z tego Henia

    OdpowiedzUsuń
  11. Można dołączyć do zagajacza?:)
    Martuś padłam:D Niech lepiej Karol cię dobrze pilnuje ha ha

    OdpowiedzUsuń
  12. hahaha,dobre!!!Dawno tu nie zagladalam a widze,ze zagajacz znow powraca!Ciesze sie;)

    OdpowiedzUsuń
  13. o mamusiu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dobre, dobre !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:D

    OdpowiedzUsuń
  14. No Ty !! CIchociemna!:)))
    Ale powodzenie masz.
    Niestety znam ten rodzaj ;/ Zastanawiałam się przez jakiś czas, czy ja jakoś ściągam takich adoratorów.Na szczęście potem to minęło.
    Teraz jeden przychodzi do drogerii w której pracuję i usilnie próbuje namówic mnie na kawę !
    Buziak

    OdpowiedzUsuń